wtorek, 5 maja 2015

Śmierć

      Był ponury, styczniowy dzień. Nie poszłam do szkoły, ponieważ miałam anginę. Siedząc w domu przeczuwałam, że coś strasznego się stanie. Czułam się, jakby ogromny głaz miał za chwilę na mnie spaść. Chodziłam po domu jak dziecko, które stawia pierwsze kroki. Mama poszła do cioci, lecz szybko wróciła i głośno krzyczała: 
- Ula! Ula! - 
- Co? - odburknęłam jak księżniczka zbudzona ze snu. 
- Sebastian nie żyje - szybko powiedziała patrząc na mnie. 
- Który? -  spytałam nie dopuszczając tej myśli do głowy. 
- Sebastian Joński, twojej chrzestnej syn. 
      Gwałtownie zbladłam, kręciło mi się w głowie. Czułam ciężar w piersiach. Cały czas odpędzałam te myśli od siebie. Udałam przed mamą, że nic mnie to nie obchodzi, tuszowałam swoje uczucia. Szczerze pisząc czułam się, jakby fala krwi zalała mi oczy. Bardzo dobrze znałam tego chłopca. Często przebywał u nas w domu, gdy jego mama była zagranicą.
       Tego samego dnia, wieczorem przyszła do mnie koleżanka 
- Słyszałaś o śmierci Sebka?  - spytała 
- Tak - odpowiedziałam trzęsąc się..
- Zginął w wypadku samochodowym, prawdopodobnie kierowała ciotka Jolka. 
- Nie - rzekłam, ale w głębi serca życzyłam jej najgorszego. Obwiniałam ją o śmierć syna. 
- Stracili dwoje dzieci przez własną głupotę - komentowała. 
- Rzeczywiście przez głupotę - mówiłam to, czując się jak jeleń rozrywany przez drapieżniki... 
       Bardzo mocno przeżyłam pogrzeb ciotecznego brata. Gdy spojrzałam na niego, leżącego w trumnie, nogi zrobiły mi się jak z waty, nie mogłam powstrzymać łez. Prze kilka dni po pogrzebie czułam się, jakby cały świat zawalił się... Do nikogo się nie odzywałam, zamykałam się w pokoju, unikałam ludzi. Gdy Sebastian umarł, czułam się  jakbym straciła kopalnie złota, jakbym została sama na świecie. Długo biłam się z myślami, dlaczego Bóg dopuścił do tej tragedii. W tej sytuacji odczuwałam to, co odczuwa człowiek wystawiony na próbę. W głębi serca czułam się strasznie, nie mogłam jeść i spać. Czułam się tak, jakbym miała splątane całe życie w jeden mały kłębek nici. Zastanawiałam się nad sensem wiary. Na szczęście po kilku lekcjach religii, wyjaśnieniach katechetki, poczułam się jak nowo narodzona. Znowu istniała ziemia, a ja odżyłam i jeszcze mocniej uwierzyłam w Boga... <3 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Nie bój się.

    Zadam Wam teraz kilka pytań... Co byście zrobili gdyby Was na tym świecie nie było? Gdybyście byli odtrącani od innych ludzi.? Znając wasze życie zamknęlibyście się w sobie.. Teraz opowiem wam jak to wygląda z mojej perspektywy.. 
    Z jednej strony często zastanawiałam się czy fajnie byłoby tak umrzeć... Nawet czasami chciałam zakończyć moją szarą rzeczywistość i popatrzeć na to wszystko ze świata aniołów. Chciałabym zobaczyć co pomyślą o mnie inni, gdy dowiedzą się, że mnie nie ma. Czy będą za mną płakać, czy nie? Czy może będzie im lepiej. . Wiem, że dla Was może wydaję się to dziwne, lecz nie ukrywam faktu, że na pewno znajdzie się osoba, która będzie miała podobne myśli chociaż przez chwilę. Ludzie nie wiedzą tego, że dla innych są kimś wyjątkowym. że dla nich życie bez nas nie ma sensu. My zaś widzimy wszystko z innego świata. Boimy się wyjść, bo łączy nas tylko szara ściana, która zabrania nam uciec i poczuć się wolnym. Czujemy się odtrącani od innych. Boimy się tego, że stracimy wszystko jak i tak nie mamy nic. Nie mamy osoby którą kochamy.. Dla której warto żyć.. W naszych głowach słychać tylko dźwięk muzyki i płacz.. Przez to wszystko zamykamy się w sobie i nie wiemy co z tym robić. Do kogo zwrócić się o pomoc.. Wtedy zaczyna się samo okaleczanie, głodówki, różne prochy tylko po to, aby zadać sobie bólu. Takim ludziom trzeba pomagać, mimo tego, że nas odtrącają. Oni muszą poznać inne kolory świata. Muszą wiedzieć, żę istnieją osoby, które czekają na ich miłość. Dlatego pomagajcie osobom, które nie radzą sobie z emocjami i nie mają sie do kogo zwrócić, bo się boją. Dzięki temu możecie uratować komuś życie.... <3 

sobota, 25 kwietnia 2015

Zrozumieć miłość.

Zrozumieć miłość - oto mój cel . Gdy kochałam czułam że naprawdę żyje. Wiem, że to wszystko co mam teraz, jakkolwiek może wydawać się ciekawe, nie wzbudza we mnie entuzjazmu. Miłość jednak bywa okrutna. Widziałam jak cierpią moje przyjaciółki i nie chce kolejny raz tego doświadczyć. Choć moim celem jest zrozumieć miłość i choć nie raz cierpiałam za sprawą, tych którym oddałam serce, muszę przyznać, nie da się żyć bez miłości. Moje życiowe doświadczenia pokazują , że nic nie zależy od mojej własnej woli. Ten, kto stracił coś, co uważał za swoje, uczy się w końcu, że nic nie jest jego własnością. Tak więc nie warto niczym się przejmować,  tylko żyć tak, jakby dzisiejszy dzień był pierwszym lub ostatnim dniem naszego życia. Mam wybór, mogę być ofiarą losu lub poszukiwaczem przygód, Wszystko zależy od tego jak będę postrzegała własne życie. Mogę również zachowywać się jak większość ludzi, lecz ja pozwalam, by los wybierał za mnie... Pewnie, że mój los może wydawać się mniej ważny niż los innych ludzi, ale w pogoni za szczęściem wszyscy mamy równe szanse. Mimo to nikt z nas nie jest szczęśliwy...Życie jest za krótkie lub za długie, bym mogła sobie pozwolić na ucieczkę przed przeznaczeniem. Wiem, że nadejdzie dzień, że odejdę z tego świata. Nikt nie wie kiedy i w jaki sposób, ale zanim umrę, chcę walczyć o życie. Do puki mogę iść o własnych siłach pójdę tam gdzie zechce.. Aby z osobą którą kocham .. ♥




I to jest prawdziwe przesłanie miłości-  mieć najważniejszą osobę na świecie, ale jej nie posiadać...



sobota, 18 kwietnia 2015

Piątek 13-tego

Był to piątek 13. Tego dnia miałam iść na wizytę do lekarza. W zasadzie nie wiedziałam po co tam idę, ponieważ czułam się bardzo dobrze. O 09:00 miał przyjść po mnie Daniel, więc wstałam, zjadłam śniadanie i zaczęłam się ogarniać, bo nie chciałam, aby zobaczył mnie w rozsypce. :) Upłynęło może 30 minut, lecz ja nadal byłam pochłonięta czesaniem włosów i szukaniem odpowiedniego ubrania.. Pogoda tego dnia była wyjątkowo ładna. Za oknem powiewał lekki wiatr, a promienie słońca wpadały wprost do pokoju. Postanowiłam, że tego dnia chcę wyglądać i czuć się dobrze, więc założyłam sukienkę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi..
- Izka?? Jesteś już gotowa? Czekam na dole.
W pośpiechu założyłam sukienkę, upięłam włosy w warkocz i pośpiesznym krokiem zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Daniel :)
- Hej! ;* Przepraszam, że czekałeś. Wezmę tylko torebkę i możemy wychodzić.
- Dobrze, dobrze nie musisz się spieszyć. Jestem samochodem, więc na pewno zdążymy. ;)
- Ooo to świetnie. Co ja bym bez Ciebie zrobiła?
Iza przytuliła się do Daniela i szepnęła...
- Dziękuje, że jesteś ;*
Daniel popatrzył na nią i odpowiedział.
- Skarbie, pamiętaj zawsze będę przy Tobie. Choć nie wiem co by się działo, nigdy cię nie opuszczę. Kocham Cię...
Minuty leciały nie ubłagalnie, lecz oni nadal stali wtuleni w Siebie  zapominając o Bożym świecie.
W pewnym momencie Daniel się ocknął i powiedział.
- Kochanie? Teraz to już musimy się pośpieszyć ;p
- Dobrze, więc wychodźmy.
Po upłynięciu 15 minut byliśmy na miejscu. Szybkim krokiem poszłam do recepcji po swoją kartę i po chwili czekałam na moją kolejkę. Nie minęło może 3 minuty i usłyszałam swoje nazwisko. Zostawiłam torebkę Danielowi i poszłam....
( w gabinecie okazało się, że wykryto u Mnie białaczkę. Załamałam się;( :( byłam jak sparaliżowana, nie wiedziałam co teraz będzie...)
Po 20 minutach wyszłam, lecz czułam się jak bym była w nie swojej postaci. Daniel od razu zauważył, że jest coś nie tak i zapytał.
- Skarbie.? Coś nie tak? Nie wyglądasz najlepiej.
-Nie.. jest okey wydaje Ci się.
- Iza!? Widzę, że coś się stało. Proszę powiedz mi szybko, bo jak nie to pójdę i sam ich zapytam...
- Dobrze. Powiem Ci, ale błagam wyjdźmy już stąd. Nie chcę o tym rozmawiać tutaj.
- Chodź szybko i mów mi o co chodzi... Bo się martwię.
Iza nie wiedziała jak mu to powiedzieć ;( Sama nie wierzyła, że to prawda. Lecz wiedziała, że nie może go okłamać.
- Daniel!! Zaczekaj...
- No czekam. Powiesz mi Wreszcie o co chodzi.?
- Tak powiem.
- Więc? Słucham?
- Daniel.. Ja..ja jestem chora....
- O Matko głuptasie ty mój. Tyle strachu mi naniosłaś. Myślałem, że to coś gorszego. Kilka dni i wyzdrowiejesz. Głowa do góry ;)
Daniel nie spodziewał się tego co Iza chcę mu powiedzieć ;(
- Daniel ja mam białaczkęee!!! Rozumiesz?! Dla mnie nie ma ratunku...
Wykrzyczała płaczącym głosem...
- Co? Jak to? Iza?! Jak to się stało?
- Po prostu. Sama nie wiem. Sama w to nie wierzę ;/
- Kochanie. Będzie dobrze. To nie jest koniec świata. Zaczniesz leczenie i jakoś damy radę. Nie załamuj się.
- Daniel, ale ja nie wiem czy ja jestem na to gotowa?
- Dasz radę. Teraz upadliśmy na dół, lecz przyjdzie taki moment, że wzniesiemy sie ku górze i wszystko będzie jak dawniej.
- No nie wiem. Może masz racje, że jednak warto walczyć.
- Noo. I to chciałem usłyszeć. Pamiętasz co Ci mówiłem rano?  
- Co takiego ?
- To, że mimo wszystko nigdy Cię nie opuszczę i będę z Tobą do końca.
- A to pamiętam.
- Więc po proszę o chociaż odrobinę uśmiechu?
Pomimo załamania usiłowałam wydobyć lekki uśmiech, aby Daniel wiedział, że się nie poddam. Nie wiedziałam, czy zdołam temu wszystkiemu podołać ;(  Brakowało mi sił na to wszystko. To działo się tak szybko. Po upłynięciu godziny byliśmy już u Daniela, lecz ja nie miałam ochoty na obiad. Przeprosiłam wszystkich zebranych u Daniela i poszłam sie położyć. Dzień, który zapowiadał sie tak pięknie, stał się najgorszym dniem mego życia ;(((
Zawsze trzeba mieć nikłe nadzieje, że jednak los się odwróci i będzie jak w bajce...

czwartek, 16 kwietnia 2015

Historia 16-letniej dziewczyny:(

Długo zastanawiałam się nad tym czy to dobry pomysł i mam nadzieję że tak :) Ogólnie będe pisała opowiadania. Proszę pisać, gdy zauważycie jakiekolwiek błędy. Z góry dziękuje :) Przepraszam za wszelkie błędy językowe, ponieważ dopiero zaczynam. A poniżej moje pierwsze opowiadanko.... 

Nienawiść i śmierć  łączy tylko jedno.. Miłość, to ona jest wszystkiemu winna… Kochać  kogoś bezgranicznie to porzucić  całe życie  tylko dla niej. Gdy kochałam czułam że naprawdę żyje. Że moje życie powoli nabiera sensu. Szukałam  nadzieji, że jednak może być dobrze. Wszystko było idealnie, codzienne spacery po parku i wypady na miasto. Czułam się jak w bajce… Oderwana od beznadziejnej codzienności. Byłam młodą dziewczyną, która w swoim życiu przeżyła wiele… Nikt nie przeszedł w swoim dorosłym  życiu tyle co Ja. Moja codzienna rzeczywistość  wyglądała tak: Rodzice codziennie pijani, ciągłe kłótnie i bójki.. Miałam tego wszystkiego dość, nie wiedziałam co mam robić…. Czułam się taka samotna i porzucona przez moją rodzinę. Po śmierci mamy tato zaczął pić i znalazł sobie inną. Znienawidziłam go za to, lecz musiałam z tym żyć. Przez moją macochę straciłam osobę na której bardzo mi zależało. To w nim mogłam znaleźć chwile spokoju i miłości. To On zawsze podtrzymywał mnie na duchu mówił wszystko będzie dobrze. Dzięki niemu miałam nadzieje na lepsze  jutro … Lecz tak nie było przez nią straciłam ojca, ukochaną osobę… Wszystko!!! Cały świat legł w gruzach. Wykończona tym wszystkim postanowiłam z tym skończyć. Zostawiłam tylko list i tak zwyczajnie… Odeszłam. To była historia 16-letniej dziewczyny..